Lut 27

Lat temu prawie 30 na strychu domu rodzinnego na Ogródkach znalazłem książkę poświęconą budowie, eksploatacji i naprawom pojazdów samochodowych. Z książki tej korzystał mój Ojciec ucząc się w technikum – później najwyraźniej potrzebna już mu nie była. Mnie za to się przydała – chociaż jako mniej więcej dziesięciolatek wielu rzeczy w niej zawartych nie rozumiałem.  Na jedną rzecz chciałbym tylko zwrócić uwagę: był rok mniej więcej 1985 a książka miała swoje pierwsze wydanie gdzieś w końcu lat 60 zeszłego wieku.

Jedną z rzeczy, które nie do końca ogarniałem był jeden ze sposobów naprawy zerwanego gwintu w otworze świecy w głowicy silnika. Autor przedstawiał trzy sposoby takiej naprawy:

  • przegwintowanie otworu i zastosowanie świecy o większej średnicy gwintu;
  • powiększenie otworu wraz z jego przegwintowaniem i zastosowaniem wkładki redukcyjnej;
  • zastosowanie specjalnej wkładki sprężystej.

Wszystkie te sposoby były ilustrowane rysunkami i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie drobny fakt – za cholerę nie mogłem zrozumieć o co chodzi z tą wkładką sprężystą… Drut? Sprężyna? WTF?

Mimo to, autor rozwiązanie zachwalał.

Pytałem Ojca, ale chyba też osobiście się nie zetknął. Przynajmniej wtedy.

 Minęło lat „dziesiąt” i oto stanąłem przed konkretnym wyzwaniem: silnik S03… Junak M10. Singiel – 350 centymetrów sześciennych szczęścia w jednym garnku. Stara konstrukcja – kto zna, ten wie. W karterach tego silnika jest mnóstwo gwintowanych otworów, w które wkręcane są szpilki. Gwinty w tych otworach są przeważnie w dużej części zmęczone, często się zdarza, że przy próbie odkręcenia nakrętki wykręca się szpilka  – często razem z gwintem… Co w takim przypadku zrobić? Ano stosując się do starej szkoły – otwór z gwintem M6 przegwintować na M8  i taką zastosować śrubę. No dobrze… a jak ósemka się nie zmieści, albo też się zerwie to co? Hmmm – to trzeba znaleźć gościa co spawa aluminium, otwór zaspawać, wywiercić, nagwintować abarot na M6 i czekać aż się osra…

W karterach silnika mojego Junaka było kilka takich właśnie zniszczonych otworów ze wspomnieniem po gwincie M6.  Zabrałem je do firmy mojego Szwagra. Zreferowałem co jest do zrobienia i zaczęliśmy rozważać sposoby naprawy tych nieszczęsnych otworów. Zasugerowałem użycie tiga, wiertła i gwintownika. Szwagier odpowiedział, że jego zdaniem takiej konieczności nie będzie, bo można zastosować Helicoil… W tym momencie zacząłem coś kojarzyć… helicoil to taka wkładka sprężysta wkręcana w zniszczony otwór? Niemożliwe, że coś takiego istnieje w rzeczywistości – znam tylko teoretycznie. Okazało się jednak, że istnieje – co więcej Szwagier ma u siebie zestawy umożliwiające naprawę różnych gwintów.

Jak wygląda procedura naprawcza? Jest bardzo prosta i szybka chociaż wymaga użycia specjalnych narzędzi. O warsztatowej staranności nie wspominam.

  • naprawiany otwór należy powiększyć specjalnym kalibrowanym wiertłem;
  • powiększony otwór należy nagwintować specjalnym kalibrowanym gwintownikiem;
  • w nagwintowany otwór przy użyciu specjalnego narzędzia wkręcić ową tajemniczą „wkładkę sprężystą”
  • odłamać ten fragment wkładki, który umożliwiał jej wkręcenie – nie będzie już potrzebny, co więcej jego pozostawienie mogłoby spowodować zmianę położenia wkładki lub zniszczenie gwintu wkręcanej w nią śruby. Wykonuje się to – a jakże – specjalnym do tego celu narzędziem, a w przypadku gwintów większych – szczypcami.

Wkładkę przed wkręceniem można posmarować klejem do połączeń gwintowych z Loctite bądź jego tańszych ale równie dobrych odpowiedników (np. CX80).

Trochę o zaletach…

  • naprawa jest prosta i szybka;
  • w wyniku naprawy otrzymujemy gwint identyczny jak ten zniszczony;
  • wkładka jest stalowa – co jest ważne w przypadku części aluminiowych.

… i trochę o wadach…

  • koszty. Same wkładki nie są aż tak bardzo drogie, natomiast zestawy naprawcze (czyli narzędzia) – to już poważniejszy wydatek. W przypadku gwintu M6 taki zestaw wraz z małym zapasem wkładek to wydatek rzędu 150 złotych. Biorąc pod uwagę, że każdy gwint wymaga innego zestawu… robi się drogawo. Aczkolwiek – wydatek ten powinien się szybko zwrócić.
  • dostępność i powszechność stosowania. Jak wspomniałem na początku wpisu technologia jest znana od dawna, ale znam tylko jeden warsztat samochodowy (w zasadzie montujący instalacje LPG) gdzie jest ona w razie potrzeby stosowana.

Kilka dni temu musiałem naprawić kolejny gwint… Okazało się, że wkładki się skończyły.  W sklepach z artykułami technicznymi w Wyszkowie nie znają, nie wiedzą, nie sprowadzają… Ponieważ sprawa nie była pilna poszukałem na allegro. Znalazłem sklep, który mogę z czystym sumieniem polecić: www.narzedzie.com.pl Mają w ofercie zarówno wkładki jak i zestawy narzędzi.

Na koniec pasowałoby jakoś podsumować ów postęp i zacofanie. Trudno się oprzeć wrażeniu, że postęp w niektórych dziedzinach następuje wyjątkowo opornie i rozwiązania, które powinny być w powszechnym użytku są ciągle nowinkami. W tym konkretnym przypadku miarą postępu jest to, że wkładki można już kupić a nie tylko czytać o nich w książce – przypominam – książka miała swoje pierwsze wydanie w latach ’60 zeszłego wieku. Myślę, że za kolejne 30 lat będą już do nabycia w każdym sklepie żelaznym.

PS. Stosowanie wkładek Helicoil nie jest jedyną metoda naprawy zniszczonego gwintu. Inną – jeszcze lepszą metodą są tzw. inserty firmy Wurth. Zasada naprawy jest podobna jak w przypadku Helicoil – naprawiany otwór powiększa się i gwintuje specjalnym gwintownikiem. Następnie w tak przygotowany otwór wkręca się w/w insert czyli taką wkładkę – coś mniej więcej jak tulejka redukcyjna. Gwint w otworze tej wkładki po wkręceniu jej w otwór kalibruje się specjalnym gwintownikiem, który nie tyle nacina nowy gwint ale rozwalcowuje wkładkę tak aby dobrze dopasowała się do gwintu naciętego w materiale. Ale to już jest wyższa szkoła jazdy – pomimo tego wiem, że są już firmy świadczące tego typu usługi. Przy obecnym trendzie – aby technologia ta trafiła „pod strzechy” – perspektywa czasowa to jakieś 50 lat.

Na Youtube jest mnóstwo filmików, na których można niemalże na własne oczy zapoznać się z opisanymi przeze mnie technologiami. Słowa kluczowe: „helicoil” i „wurth time sert”.

 

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , ,



1 komentarz do “Rozważania o postępie i zacofaniu”

  1. FStiven napisał(a):

    Witam
    Z owymi wkładkami spotykam się codziennie w pracy ponieważ z powodzeniem znalazły zastosowanie w przemyśle lotniczym.
    Jak sam napisałeś podczas odkręcania stalowych śrub z aluminiowego kadłuba który już swoje wypracował, często gwint zostaje na śrubie. Aby tego uniknąć już w procesie produkcji podzespołów, konstruktorzy wprowadzili wkładki Helicoil.
    Wiadomo że jest to nieco bardziej wymagający przemysł i nie ma tutaj miejsca na awarie, a zastosowanie tych wkładek zapewnia bezproblemowe odkręcenie śrub i wymianę podzespołu.
    Obecnie opisane przez ciebie wkładki z zaczepem który się usuwa zostają powoli zastępowane przez wkładki z takim niewielkim ząbkiem na początku, za który sprężynka jest wkręcana i niczego już nie trzeba usuwać.
    Niestety w pracy stosują tylko wkładki calowe i z zastosowań domowych nici, nad czym ubolewam.
    Pozdrawiam
    Stefan

Odpowiedz

%d bloggers like this: