May 09

Trzeba umieć sobie radzić – powiedział stary baca wiążąc kierpce dżdżownicą….

Słowa te oddają dość dobrze moje zmagania z junakową blacharką.

Po kolei jednak:

Jakiś czas temu droga wymiany pozyskałem kompletną osłonę łańcucha. Osłona ta nie była w najlepszym stanie – ktoś kiedyś chciał zreanimować jej dolną część, zapewne wytartą przez zbyt luźny łańcuch. Skończyło się tym, że ten ktoś wyciął kawałek blachy i tak to zostawił. Dodatkowo to i owo przerdzewiało albo się pogięło. Finalnie – osłona wymagała poważnej ingerencji oraz naprawy blacharskiej. Zacząłem od tylnej jej części – tego półksiężyca. Brakowało tam kawałka blachy (korozja zeżarła), dodatkowo wspawana w środek blaszka łącząca miała grubość papieru, więc nie wytrzymałaby piaskowania. Na szczęście udało się odtworzyć jedno i drugie. Finalnie śladu nie widać.

osłona tył1

Osłona tył – do roboty

osłona tył6 gotowa

Osłona tył gotowa

W dalszej kolejności na warsztat poszła środkowa część osłony. Z ocynkowanej blachy stalowej stosownej grubości wyciąłem i wyklepałem nową dolną część osłony – oddzielnie strony lewą i prawą. Takie reparaturki. Następnie w osłonie wyciąłem oryginalną blachę tak aby na jej miejsce wspawać reparaturki. Oczywiście trzeba było ocynk usunąć, bo bez tego spawanie idzie kiepsko. Efekt – jak na blacharza amatora całkiem zacny, aczkolwiek trzeba będzie jeszcze nad tym popracować. Pójdzie zapewne trochę szpachli albo cyny. W dwóch miejscach spaw nieco „przeleciał” i w środku są duże wypływki – to ogarnę specjalną szlifierką do trudno dostępnych miejsc.

osłona przód1

Osłona – stan wyjściowy

osłona przód wstawiony detal R

Wstawiony detal – strona 1

osłona przód wstawiony detal L

Wstawiony detal – strona 2

Naprawie podlegała też trzecia część osłony – czyli dekielek. Miał on zniszczony stożek, który trzeba było odtworzyć. Poszedłem tutaj na łatwiznę napawając i szlifując stosownie jego powierzchnię.

W międzyczasie odzyskałem mój tylny błotnik…

Z błotnikiem tym była dość wesoła historia.

Kolega, który szczęśliwie się rozwiódł i na powrót stał się szczęśliwym wolnym człowiekiem od byłej już żony otrzymał nakaz opróżnienia garażu. Znalazło się tam trochę różnych junakowych gratów, które skwapliwie przejąłem. Między innymi była tam blacha pod siedzenie w stanie kiepskim (już odtworzona) oraz tylny błotnik w stanie jeszcze gorszym. Pogięty, popękany… i w dodatku skrócony o ponad 20 cm. Kolega też go od kogoś dostał…

Brakującą część miał mi dorobić jeden gość, który takie rzeczy to na codzień robi… o ile oczywiście chce mu się robić. W tym przypadku nie chciało się. Błotnik odzyskałem – przeleżał nie ruszony chyba z pół roku. Postanowiłem się zabawić w maestra młotka blacharskiego i samemu dorobić brakującą część, zwłaszcza, że kumpel co to kiedyś wizytował mój garaż stwierdził, że taką duperelę powinienem sam ogarnąć a nie po maestrach srestrach szpej roznosić…
W zakola się podrapałem, koledze rację zasadniczo przyznając.
Dla wprawki zorganizowałem sobie kawałek blachy stosownej grubości… niestety zbyt mały aby brakujący detal z jednego kawałka wyklepać. Hmm..
Młotek też mało blacharski taki…

klepanina

Klepanina popołudniowa

błotnik formatka

Docinamy szablon.

błotnik formatka wstawiony

Wstawka wspawana

rancik

Wyklepany rancik

Dwie godziny klepania dały taki efekt, że dość dobrze odtworzyłem profil – chociaż krzywizny wymagają dopracowania podobnie jak sama powierzchnia (widoczne uderzenia młotka). Powierzchnie boczne – płaskie będą dospawane potem.
Doklepaną kształtkę dospawałem do starego błotnika – punktowo aby się trzymała. Jest nieco dłuższa niż potrzeba, ale to akurat dobrze. Z tektury wyciąłem szablon do wycięcia powierzchni bocznych. Wyciąłem kształtki i wspawałem tam gdzie trzeba. Problemem drobnym okazało się wywinięcie rantu. Udało się to połowicznie, to znaczy  z jednej strony rancik jest idealny, a z drugiej jakieś 1,5mm za wąski. razi toto oko – więc albo wytnę to co jest, wstawię nową kształtkę i od nowa wywinę rancik albo powiększę istniejący migomatem i diaksem. Zobaczę jeszcze.
Tak więc…
Może nie do końca zgodnie ze sztuką… Ale w końcu ja nie maestro. Pochwaliłem się oczywiście na www.forum4x4.pl Czesław tradycyjnie zażądał fot… Wysłałem MMS… Chyba po dwóch dniach przyszła odpowiedź: „spoko nawet”

Błotnik ten wymaga jeszcze mnóstwa pracy. Trzeba połatać wszystkie dziury, pospawać pęknięcia. Prawdopodobnie z drugiego końca trzeba będzie wykonać podobną ingerencję blacharską, bo słabo jest i tam.

Autor Rafał Hyrycz

May 06

 

W środę wróciłem z Pomeranii…

To już piąta – zamykająca pętlę dookoła Polski edycja tej znakomitej turystycznej terenowej imprezy.

Nie chwaląc się, jestem jednym z nielicznych mających na koncie komplet 🙂

Ekipa Adrenalinki.pl jak zawsze wykonała kawał dobrej porządnej roboty, towarzystwo więcej niż znakomite a okoliczności przyrody i warunki pogodowe też stosowne 🙂

Relacja powoli się kluje, myślę że w ciągu najbliższego tygodnia coś się powinno pojawić… działo się na trasie i to sporo 🙂

Pozdrowienia dla wszystkich uczestników od załogi kijanki. Do zobaczenia!

Autor Rafał Hyrycz

Jan 19

Z początkiem roku coś tam się delikatnie ruszyło w projekcie Junak…

hamulce

Szczęki kleimy na corega tabs :)

W ciągu jednego dnia i za bardzo przyzwoite pieniądze udało się ogarnąć szczęki hamulcowe. Stare nitowane okładziny poszły out, na ich miejsce trafiły nowoczesne okładziny klejone. Według zapewnienia szefa zakładu, w którym mi te szczęki zregenerowano materiał okładzin jest najlepszy jaki można dostać na rynku. Przymiarka szczęki do bębna wskazuje, że pasuje jak tata w mamę – więc nie powinno być problemów ze współpracą.

Bez problemu udało się je wieczorową porą zamontować w tarczach kotwicznych.

Wcześniej po południu udało się wypiaskować stopkę boczną i centralną. A to oznacza, że jutro idą do malowania proszkowego.

Lubię takie wieczory 🙂

 

Autor Rafał Hyrycz

Jan 11

Styczeń generalnie podobny jest do grudnia. Nadal trzymamy się za kieszeń…

Tarcze kotwiczne od hamulców są prawie ogarnięte. Problem wynikł przy składaniu do kupy napędów prędkościomierza. Zewnętrzne tulejki łożyskujące ślimak napędzający linkę prędkościomierza mają totalnie rozkalibrowane otwory. Wyjście jest jedno: dorobić nowe. Oryginalne są z jakiegoś badziewnego mosiądzu. Aby było dobrze, to albo brąz albo tworzywo sztuczne.

Zamontowałem za to rozpieraki wraz z oryginalnymi aluminiowymi dźwigienkami oraz zupełnie współczesne kalamitki do podawania smaru.

Szczęki hamulcowe nadal nie zrobione 🙁

Nóżkę podstawki bocznej ogarnąłem nieco wizualnie. Tu i ówdzie trzeba było ponapawać, przeszlifować… jak pójdzie do piaskowania i malowania proszkowego to efekt będzie dobry. Z zawiasem nóżki był problem, bo oryginalne kołki ustalające go na wsporniku ramy wzięły się i wyrobiły. W dodatku nieświadomie zaspawałem w ramie otwory, w które kołki te wchodzą. Trzeba było odtworzyć jedne i drugie, co udało się znakomicie.

Z podstawką centralną było więcej zabawy. Kupiłem ją kiedyś za niewielką kasę na allegro. Okazała się mocno zmęczona eksploatacją. Dokupiłem specjalne śruby mocujące, wyprostowałem bolec do mocowania sprężyny powrotnej, dorobiłem starte wieloletnim używaniem stopki podstawki. Niestety trzeba nad nią jeszcze popracować palnikiem i obcęgami, bo oryginalna część z jednego Junaka nie pasuje do ramy innego Junaka… Myślę, że ogarnę to w tydzień – potem piaskowanie, malowanie i montaż.

Autor Rafał Hyrycz

Dec 20

Na warsztacie od jakiegoś czasu mam kolejnego starucha – tym razem jest to motocykl Junak M10 rocznik 1963.

Obiecuję sobie, że poświęcę mu całą stronę a nie tylko luźne wpisy od czasu do czasu – materiałów trochę jest, więc i o czym pisać też będzie.

Grudzień w projekcie Junak jest miesiącem oszczędności, drutowania, dbania o to aby wąż w kieszeni na bezdech nie zszedł oraz generalnie ucierania dupy szkłem. Tym razem postanowiłem przykutwić pare złotych polskich i zamiast je wydawać na nowe części zamienne dorabiane według oryginałów sam sobie owe części wykonać.

zawiasy

Rzeźba

podnóżki komplet

Podnóżki kompletne

Na pierwszy ogień poszły podnóżki pasażera… Były oryginalne rurki z gumami, podkładkami i sworzniami, zabrakło niestety mocowań. Te z kolei poprzedni właściciel przysmarkał do ramy na takiej wysokości, że gdyby pasażer jechał w charakterze pasażera, to na pewno nie słyszałby silnika mając uszy kolanami zatkane. I tu się problem pojawił niejaki, bo mocowana te z kolei ja odciąłem lat temu z 15… i zginęły. Więc miałem pół podnóżków… no może 3/4 – bo w skrzynce z gratami wygrzebałem jeden – jak mi się zdawało kompletny oryginalny podnóżek. Niestety – ten był też skundlony. Ktoś go po prostu chamsko zaspawał w pozycji opuszczonej… I jak tu żyć panie premierze? Znaczy prezesie…

Ostatecznie z tego zaspawanego wyciąłem oryginalne mocowanie – posłużyło jako model do wykonania dwóch następnych. W sumie robota prościzna – kwestia właściwego użycia diaksa, wiertarki i spawarki w kontekście stali. Dorobione mocowania wraz z resztą podnóżek poszły do ocynkowania. Przy okazji wyszło, że część dorobiona według oryginału jakoś tak średnio pasuje do oryginalnej ramy. Hmm… Dalsze przymiarki wykazały, że oryginał też jakoś tak średnio pasuje 🙂 Na szczęście młotek odpowiednio użyty dopasuje wszystko. Resztę elementów – które wymagały interwencji diaksa i spawarki potraktowano zgodnie z sumieniem.

co z tego bedzie

Co z tego będzie?

do wykończenia

Do wykończenia.

Skoro kutwienie tak dobrze mi szło, postanowiłem pójść krok dalej… Kolejnym brakiem jaki miałem była stopka boczna. Przewertowałem oferty na allegro… same współcześnie produkowane kopie według oryginału… malowane, z kwasówki, takie, owakie… Drogość… Znalazłem dwie oryginalne cenowo zmierzające w kosmos… A ponieważ nie zamierzałem zostać astronautą, to ściągnąłem sobie jedynie zdjęcia tych cudeniek. Ze skrzynki z gratami wygrzebałem jeden element – taki kawał złomu, który swego czasu odciąłem od ramy. Był to oryginalny zawias stopki bocznej – jak wiele innych elementów przysmarkany przez poprzedniego właściciela. I znowu wyszło, że mam pół oryginalnego detalu. Ze ściągniętych zdjęć wyliczyłem sobie wymiary brakujących elementów… Problem się pojawił niejaki, bo sama nóżka jest stożkowa i nie bardzo wiedziałem jak wybrnąć z tematu. Okazało się to prostsze niż myślałem – otóż w warsztacie pod stołem znalazłem rurkę półcalówkę przeciętą wzdłuż na pół… Doklepałem odpowiednio dwa półstożki, pospawałem do kupy i otrzymałem elegancką stożkową nóżkę. Reszta to pikuś…

Kolejnym wyzwaniem są hamulce…

Do warsztatu przetransportowałem obie w zasadzie kompletne tarcze kotwiczne hamulców. Zanim jednak tam trafiły zaliczyły ręczną myjnię samochodową, bo brudne były okropnie. Szczęki w zasadzie od razu wymontowałem i odłożyłem na bok zastanawiając się co też dalej z nimi zrobić. Z tarcz kotwicznych wymontowałem co się dało: napędy prędkościomierzy, rozpieraki (jeden trzeba było odciąć, bo poprzedni właściciel przysmarkał do niego kawałek nóżki zmiany biegów w zastępstwie oryginalnej aluminiowej dźwigienki), kalamitki i coś czego się nie spodziewałem – filcowe uszczelnienia przeciwkurzowe. Hm…

tarcze szlifujemy

Amelinium szlifujemy… i nie lubimy tego…

Tarcze kotwiczne umyłem, z grubsza przeszlifowałem z zewnątrz starając się zlikwidować co większe nierówności. Polerką nie zawracałem sobie głowy, z resztą na jednej z tarcz jest masa drobnych wżerów. Powierzchnia jest wyprowadzona na w miarę równą i gładką. I wystarczy.

Otwory do wkręcania kalamitek zostały zregenerowane przez wkręcenie wkładek helicoil – sposób szybki i pewny. Popatrzyłem na allegro na ofertę kalamitek – uznałem, że 6 złotych za sztukę czegoś co jest warte góra 2 to lekka przesada. Kupiłem inne i generalnie kwestia odstępstwa od oryginału w tym zakresie jakoś nie zaprząta mojej uwagi.

Z rozpierakami był problem. Jeden był w bardzo dobrym stanie, drugi zaś – ten odcięty już nie bardzo. W zasadzie gdyby miał dobry wieloklin, to jeszcze byłby do użytku, bo w wyniku odcięcia skrócił się raptem o 2 mm, ale wieloklin był zniszczony – wyglądał jakby był skręcony. Trzeba było załatwić drugi. I tutaj kolejny problem. Część ta nie występuje wśród współcześnie produkowanych zamienników, trzeba było szukać w używkach, których z kolei… nie było. Ostatecznie po kilku dniach polowania na allegro kupiłem komplet dwóch sztuk. Przyszły wczoraj. Używki w stanie bardzo dobrym.

Zrobiłem też jeszcze dwie rzeczy: filcowe uszczelnienia przeciwkurzowe oraz element mocujący linkę prędkościomierza w tarczy kotwicznej. Z jednym i drugim kombinowałem. Uszczelnienia wymagały wyprostowania blaszanych obudów i wymiany wkładek. Pierwsze dało się zrobić bez problemu, z drugim… uznałem, że 10 złotych za kawałek filcu nie licząc przesyłki to cokolwiek za drogo. Postanowiłem dorobić to we własnym zakresie. Uznałem, że najlepszym materiałem będzie wkładka z gumofilca 🙂 Niestety… znalazłem tylko takie podklejone folią ameliniumową… Na szczęście w jednym ze sklepów typu „żeremie budowlane wszelakie” znalazłem stosowny materiał w cenie bardziej niż normalna, z którego wyciąłem co potrzeba.

Element mocujący linkę prędkościomierza wykonałem z tego co znalazłem na warsztacie. Wygląda podobnie jak oryginał. Teraz będzie on także i w drugiej tarczy.

Ze szczękami na razie stoję i myślę. Albo oddam do fachowca – niech naklei nowe zgodnie z nowoczesnymi technologiami stosowanymi w tego typu pracach, a jak nie to sobie kupię nowe okładziny, które zgodnie ze sztuką przynituję w miejsce starych. Zobaczymy.

Autor Rafał Hyrycz

Jul 11

Sukcesywnie po kawałku będę publikował relację z Sudetii. Preludium jest dostępne tutaj: http://www.pofajrancie.pl/?page_id=2349

Autor Rafał Hyrycz

Jul 06

Wczoraj wróciłem z kolejnej edycji Transpolonii. Tym razem zwiedzaliśmy Dolny Śląsk. Miejsce jak dla mnie absolutnie magiczne. Ziemia tajemnic, ziemia przepiękna, ziemia momentami przeklęta…

Zanim pojawi się relacja muszę nieco ochłonąć – bo tym co tam widziałem można by obdzielić kilka opowieści. Jak na razie szukam jakiegoś dobrego podtytułu… Mam trymbimbalion pomysłów 🙂

Nie zabraknie elementów humorystycznych i niestety – przygodowych. Zainteresowanych proszę o nieco cierpliwości 🙂

Autor Rafał Hyrycz

Apr 21

Oto dzisiaj to co było objawione na facebooku kilka dni temu stało się ciałem…

Tak wyglądało objawienie

A tak wygląda ciało:

Taka opowieść na motywach związanych ze źródłami ognia 🙂

Niestety ciało jeszcze nie ma odzieży w postaci obrazków. Pracuję już nad tym, jednak jak dotąd serwer załatwia odmownie moje starania.

 

 

 

 

Autor Rafał Hyrycz

Feb 27

Lat temu prawie 30 na strychu domu rodzinnego na Ogródkach znalazłem książkę poświęconą budowie, eksploatacji i naprawom pojazdów samochodowych. Z książki tej korzystał mój Ojciec ucząc się w technikum – później najwyraźniej potrzebna już mu nie była. Mnie za to się przydała – chociaż jako mniej więcej dziesięciolatek wielu rzeczy w niej zawartych nie rozumiałem.  Na jedną rzecz chciałbym tylko zwrócić uwagę: był rok mniej więcej 1985 a książka miała swoje pierwsze wydanie gdzieś w końcu lat 60 zeszłego wieku.

Jedną z rzeczy, które nie do końca ogarniałem był jeden ze sposobów naprawy zerwanego gwintu w otworze świecy w głowicy silnika. Autor przedstawiał trzy sposoby takiej naprawy:

  • przegwintowanie otworu i zastosowanie świecy o większej średnicy gwintu;
  • powiększenie otworu wraz z jego przegwintowaniem i zastosowaniem wkładki redukcyjnej;
  • zastosowanie specjalnej wkładki sprężystej.

Wszystkie te sposoby były ilustrowane rysunkami i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie drobny fakt – za cholerę nie mogłem zrozumieć o co chodzi z tą wkładką sprężystą… Drut? Sprężyna? WTF?

Mimo to, autor rozwiązanie zachwalał.

Pytałem Ojca, ale chyba też osobiście się nie zetknął. Przynajmniej wtedy.

 Minęło lat „dziesiąt” i oto stanąłem przed konkretnym wyzwaniem: silnik S03… Junak M10. Singiel – 350 centymetrów sześciennych szczęścia w jednym garnku. Stara konstrukcja – kto zna, ten wie. W karterach tego silnika jest mnóstwo gwintowanych otworów, w które wkręcane są szpilki. Gwinty w tych otworach są przeważnie w dużej części zmęczone, często się zdarza, że przy próbie odkręcenia nakrętki wykręca się szpilka  – często razem z gwintem… Co w takim przypadku zrobić? Ano stosując się do starej szkoły – otwór z gwintem M6 przegwintować na M8  i taką zastosować śrubę. No dobrze… a jak ósemka się nie zmieści, albo też się zerwie to co? Hmmm – to trzeba znaleźć gościa co spawa aluminium, otwór zaspawać, wywiercić, nagwintować abarot na M6 i czekać aż się osra…

W karterach silnika mojego Junaka było kilka takich właśnie zniszczonych otworów ze wspomnieniem po gwincie M6.  Zabrałem je do firmy mojego Szwagra. Zreferowałem co jest do zrobienia i zaczęliśmy rozważać sposoby naprawy tych nieszczęsnych otworów. Zasugerowałem użycie tiga, wiertła i gwintownika. Szwagier odpowiedział, że jego zdaniem takiej konieczności nie będzie, bo można zastosować Helicoil… W tym momencie zacząłem coś kojarzyć… helicoil to taka wkładka sprężysta wkręcana w zniszczony otwór? Niemożliwe, że coś takiego istnieje w rzeczywistości – znam tylko teoretycznie. Okazało się jednak, że istnieje – co więcej Szwagier ma u siebie zestawy umożliwiające naprawę różnych gwintów.

Jak wygląda procedura naprawcza? Jest bardzo prosta i szybka chociaż wymaga użycia specjalnych narzędzi. O warsztatowej staranności nie wspominam.

  • naprawiany otwór należy powiększyć specjalnym kalibrowanym wiertłem;
  • powiększony otwór należy nagwintować specjalnym kalibrowanym gwintownikiem;
  • w nagwintowany otwór przy użyciu specjalnego narzędzia wkręcić ową tajemniczą „wkładkę sprężystą”
  • odłamać ten fragment wkładki, który umożliwiał jej wkręcenie – nie będzie już potrzebny, co więcej jego pozostawienie mogłoby spowodować zmianę położenia wkładki lub zniszczenie gwintu wkręcanej w nią śruby. Wykonuje się to – a jakże – specjalnym do tego celu narzędziem, a w przypadku gwintów większych – szczypcami.

Wkładkę przed wkręceniem można posmarować klejem do połączeń gwintowych z Loctite bądź jego tańszych ale równie dobrych odpowiedników (np. CX80).

Trochę o zaletach…

  • naprawa jest prosta i szybka;
  • w wyniku naprawy otrzymujemy gwint identyczny jak ten zniszczony;
  • wkładka jest stalowa – co jest ważne w przypadku części aluminiowych.

… i trochę o wadach…

  • koszty. Same wkładki nie są aż tak bardzo drogie, natomiast zestawy naprawcze (czyli narzędzia) – to już poważniejszy wydatek. W przypadku gwintu M6 taki zestaw wraz z małym zapasem wkładek to wydatek rzędu 150 złotych. Biorąc pod uwagę, że każdy gwint wymaga innego zestawu… robi się drogawo. Aczkolwiek – wydatek ten powinien się szybko zwrócić.
  • dostępność i powszechność stosowania. Jak wspomniałem na początku wpisu technologia jest znana od dawna, ale znam tylko jeden warsztat samochodowy (w zasadzie montujący instalacje LPG) gdzie jest ona w razie potrzeby stosowana.

Kilka dni temu musiałem naprawić kolejny gwint… Okazało się, że wkładki się skończyły.  W sklepach z artykułami technicznymi w Wyszkowie nie znają, nie wiedzą, nie sprowadzają… Ponieważ sprawa nie była pilna poszukałem na allegro. Znalazłem sklep, który mogę z czystym sumieniem polecić: www.narzedzie.com.pl Mają w ofercie zarówno wkładki jak i zestawy narzędzi.

Na koniec pasowałoby jakoś podsumować ów postęp i zacofanie. Trudno się oprzeć wrażeniu, że postęp w niektórych dziedzinach następuje wyjątkowo opornie i rozwiązania, które powinny być w powszechnym użytku są ciągle nowinkami. W tym konkretnym przypadku miarą postępu jest to, że wkładki można już kupić a nie tylko czytać o nich w książce – przypominam – książka miała swoje pierwsze wydanie w latach ’60 zeszłego wieku. Myślę, że za kolejne 30 lat będą już do nabycia w każdym sklepie żelaznym.

PS. Stosowanie wkładek Helicoil nie jest jedyną metoda naprawy zniszczonego gwintu. Inną – jeszcze lepszą metodą są tzw. inserty firmy Wurth. Zasada naprawy jest podobna jak w przypadku Helicoil – naprawiany otwór powiększa się i gwintuje specjalnym gwintownikiem. Następnie w tak przygotowany otwór wkręca się w/w insert czyli taką wkładkę – coś mniej więcej jak tulejka redukcyjna. Gwint w otworze tej wkładki po wkręceniu jej w otwór kalibruje się specjalnym gwintownikiem, który nie tyle nacina nowy gwint ale rozwalcowuje wkładkę tak aby dobrze dopasowała się do gwintu naciętego w materiale. Ale to już jest wyższa szkoła jazdy – pomimo tego wiem, że są już firmy świadczące tego typu usługi. Przy obecnym trendzie – aby technologia ta trafiła „pod strzechy” – perspektywa czasowa to jakieś 50 lat.

Na Youtube jest mnóstwo filmików, na których można niemalże na własne oczy zapoznać się z opisanymi przeze mnie technologiami. Słowa kluczowe: „helicoil” i „wurth time sert”.

 

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , ,

Jan 09

Dzień dobry Państwu,

Niniejszy wpis kieruję do właścicieli autek typu Moskwicz na pedały – czyli AZAK 🙂
Przygotowuję produkcję krótkiej serii deficytowego towaru jakim są dekielki / kołpaczki kół. Jest możliwość wykonania takowych z blachy aluminiowej grubości 1,5mm.
Ilość – skolko ugodno, myślę że każdy chętny się załapie.
Osoby zainteresowane proszę o kontakt na leonzet(at)op(dot)pl
pozdrawiam
Rafał Hyrycz

Autor Rafał Hyrycz