Lip 06

Wczoraj wróciłem z kolejnej edycji Transpolonii. Tym razem zwiedzaliśmy Dolny Śląsk. Miejsce jak dla mnie absolutnie magiczne. Ziemia tajemnic, ziemia przepiękna, ziemia momentami przeklęta…

Zanim pojawi się relacja muszę nieco ochłonąć – bo tym co tam widziałem można by obdzielić kilka opowieści. Jak na razie szukam jakiegoś dobrego podtytułu… Mam trymbimbalion pomysłów 🙂

Nie zabraknie elementów humorystycznych i niestety – przygodowych. Zainteresowanych proszę o nieco cierpliwości 🙂

Autor Rafał Hyrycz

Kwi 21

Oto dzisiaj to co było objawione na facebooku kilka dni temu stało się ciałem…

Tak wyglądało objawienie

A tak wygląda ciało:

Taka opowieść na motywach związanych ze źródłami ognia 🙂

Niestety ciało jeszcze nie ma odzieży w postaci obrazków. Pracuję już nad tym, jednak jak dotąd serwer załatwia odmownie moje starania.

 

 

 

 

Autor Rafał Hyrycz

Lut 27

Lat temu prawie 30 na strychu domu rodzinnego na Ogródkach znalazłem książkę poświęconą budowie, eksploatacji i naprawom pojazdów samochodowych. Z książki tej korzystał mój Ojciec ucząc się w technikum – później najwyraźniej potrzebna już mu nie była. Mnie za to się przydała – chociaż jako mniej więcej dziesięciolatek wielu rzeczy w niej zawartych nie rozumiałem.  Na jedną rzecz chciałbym tylko zwrócić uwagę: był rok mniej więcej 1985 a książka miała swoje pierwsze wydanie gdzieś w końcu lat 60 zeszłego wieku.

Jedną z rzeczy, które nie do końca ogarniałem był jeden ze sposobów naprawy zerwanego gwintu w otworze świecy w głowicy silnika. Autor przedstawiał trzy sposoby takiej naprawy:

  • przegwintowanie otworu i zastosowanie świecy o większej średnicy gwintu;
  • powiększenie otworu wraz z jego przegwintowaniem i zastosowaniem wkładki redukcyjnej;
  • zastosowanie specjalnej wkładki sprężystej.

Wszystkie te sposoby były ilustrowane rysunkami i wszystko byłoby w porządku, gdyby nie drobny fakt – za cholerę nie mogłem zrozumieć o co chodzi z tą wkładką sprężystą… Drut? Sprężyna? WTF?

Mimo to, autor rozwiązanie zachwalał.

Pytałem Ojca, ale chyba też osobiście się nie zetknął. Przynajmniej wtedy.

 Minęło lat „dziesiąt” i oto stanąłem przed konkretnym wyzwaniem: silnik S03… Junak M10. Singiel – 350 centymetrów sześciennych szczęścia w jednym garnku. Stara konstrukcja – kto zna, ten wie. W karterach tego silnika jest mnóstwo gwintowanych otworów, w które wkręcane są szpilki. Gwinty w tych otworach są przeważnie w dużej części zmęczone, często się zdarza, że przy próbie odkręcenia nakrętki wykręca się szpilka  – często razem z gwintem… Co w takim przypadku zrobić? Ano stosując się do starej szkoły – otwór z gwintem M6 przegwintować na M8  i taką zastosować śrubę. No dobrze… a jak ósemka się nie zmieści, albo też się zerwie to co? Hmmm – to trzeba znaleźć gościa co spawa aluminium, otwór zaspawać, wywiercić, nagwintować abarot na M6 i czekać aż się osra…

W karterach silnika mojego Junaka było kilka takich właśnie zniszczonych otworów ze wspomnieniem po gwincie M6.  Zabrałem je do firmy mojego Szwagra. Zreferowałem co jest do zrobienia i zaczęliśmy rozważać sposoby naprawy tych nieszczęsnych otworów. Zasugerowałem użycie tiga, wiertła i gwintownika. Szwagier odpowiedział, że jego zdaniem takiej konieczności nie będzie, bo można zastosować Helicoil… W tym momencie zacząłem coś kojarzyć… helicoil to taka wkładka sprężysta wkręcana w zniszczony otwór? Niemożliwe, że coś takiego istnieje w rzeczywistości – znam tylko teoretycznie. Okazało się jednak, że istnieje – co więcej Szwagier ma u siebie zestawy umożliwiające naprawę różnych gwintów.

Jak wygląda procedura naprawcza? Jest bardzo prosta i szybka chociaż wymaga użycia specjalnych narzędzi. O warsztatowej staranności nie wspominam.

  • naprawiany otwór należy powiększyć specjalnym kalibrowanym wiertłem;
  • powiększony otwór należy nagwintować specjalnym kalibrowanym gwintownikiem;
  • w nagwintowany otwór przy użyciu specjalnego narzędzia wkręcić ową tajemniczą „wkładkę sprężystą”
  • odłamać ten fragment wkładki, który umożliwiał jej wkręcenie – nie będzie już potrzebny, co więcej jego pozostawienie mogłoby spowodować zmianę położenia wkładki lub zniszczenie gwintu wkręcanej w nią śruby. Wykonuje się to – a jakże – specjalnym do tego celu narzędziem, a w przypadku gwintów większych – szczypcami.

Wkładkę przed wkręceniem można posmarować klejem do połączeń gwintowych z Loctite bądź jego tańszych ale równie dobrych odpowiedników (np. CX80).

Trochę o zaletach…

  • naprawa jest prosta i szybka;
  • w wyniku naprawy otrzymujemy gwint identyczny jak ten zniszczony;
  • wkładka jest stalowa – co jest ważne w przypadku części aluminiowych.

… i trochę o wadach…

  • koszty. Same wkładki nie są aż tak bardzo drogie, natomiast zestawy naprawcze (czyli narzędzia) – to już poważniejszy wydatek. W przypadku gwintu M6 taki zestaw wraz z małym zapasem wkładek to wydatek rzędu 150 złotych. Biorąc pod uwagę, że każdy gwint wymaga innego zestawu… robi się drogawo. Aczkolwiek – wydatek ten powinien się szybko zwrócić.
  • dostępność i powszechność stosowania. Jak wspomniałem na początku wpisu technologia jest znana od dawna, ale znam tylko jeden warsztat samochodowy (w zasadzie montujący instalacje LPG) gdzie jest ona w razie potrzeby stosowana.

Kilka dni temu musiałem naprawić kolejny gwint… Okazało się, że wkładki się skończyły.  W sklepach z artykułami technicznymi w Wyszkowie nie znają, nie wiedzą, nie sprowadzają… Ponieważ sprawa nie była pilna poszukałem na allegro. Znalazłem sklep, który mogę z czystym sumieniem polecić: www.narzedzie.com.pl Mają w ofercie zarówno wkładki jak i zestawy narzędzi.

Na koniec pasowałoby jakoś podsumować ów postęp i zacofanie. Trudno się oprzeć wrażeniu, że postęp w niektórych dziedzinach następuje wyjątkowo opornie i rozwiązania, które powinny być w powszechnym użytku są ciągle nowinkami. W tym konkretnym przypadku miarą postępu jest to, że wkładki można już kupić a nie tylko czytać o nich w książce – przypominam – książka miała swoje pierwsze wydanie w latach ’60 zeszłego wieku. Myślę, że za kolejne 30 lat będą już do nabycia w każdym sklepie żelaznym.

PS. Stosowanie wkładek Helicoil nie jest jedyną metoda naprawy zniszczonego gwintu. Inną – jeszcze lepszą metodą są tzw. inserty firmy Wurth. Zasada naprawy jest podobna jak w przypadku Helicoil – naprawiany otwór powiększa się i gwintuje specjalnym gwintownikiem. Następnie w tak przygotowany otwór wkręca się w/w insert czyli taką wkładkę – coś mniej więcej jak tulejka redukcyjna. Gwint w otworze tej wkładki po wkręceniu jej w otwór kalibruje się specjalnym gwintownikiem, który nie tyle nacina nowy gwint ale rozwalcowuje wkładkę tak aby dobrze dopasowała się do gwintu naciętego w materiale. Ale to już jest wyższa szkoła jazdy – pomimo tego wiem, że są już firmy świadczące tego typu usługi. Przy obecnym trendzie – aby technologia ta trafiła „pod strzechy” – perspektywa czasowa to jakieś 50 lat.

Na Youtube jest mnóstwo filmików, na których można niemalże na własne oczy zapoznać się z opisanymi przeze mnie technologiami. Słowa kluczowe: „helicoil” i „wurth time sert”.

 

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , ,

Sty 09

Dzień dobry Państwu,

Niniejszy wpis kieruję do właścicieli autek typu Moskwicz na pedały – czyli AZAK 🙂
Przygotowuję produkcję krótkiej serii deficytowego towaru jakim są dekielki / kołpaczki kół. Jest możliwość wykonania takowych z blachy aluminiowej grubości 1,5mm.
Ilość – skolko ugodno, myślę że każdy chętny się załapie.
Osoby zainteresowane proszę o kontakt na leonzet(at)op(dot)pl
pozdrawiam
Rafał Hyrycz

Autor Rafał Hyrycz

Gru 15

Z dużym poślizgiem wynikającym z przyczyn różnorakich zakończyłem relację z zeszłorocznych Wilczych Ech.

Chociaż…

Tekst był dostępny  już od dość dawna, brakowało jedynie zdjęć – i brak ten właśnie udało się uzupełnić. Pozwoliłem sobie podebrać w celu publikacji trzy zdjęcia ze strony organizatora czyli www.polskiebezdroza.pl oczywiście z podaniem źródła aby formalnościom stało się zadość.

Tak więc – kto czytał niech popatrzy na obrazki, kto nie czytał – niech przeczyta.

Zapraszam  www.pofajrancie.pl/?page_id=1759

Autor Rafał Hyrycz

Gru 09

Jakiś czas temu w ramach walki z czasem wolnym popełniłem kompresor warsztatowy…

Opis zmagań z materią i wykorzystaniem elementów przydrożnych jest dostępny tutaj: http://www.pofajrancie.pl/?page_id=1751

Wersja jest rozwojowa ze względu na konieczność wstawienia zdjęć oraz małym apgrejtem konstrukcyjnym.

 

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , , ,

Lis 05

Pilnuj szewcze kopyta… mówi staropolskie przysłowie. A te jak powszechnie wiadomo są mądrością narodów.

W niedzielę postanowiłem dokonać sugerowanej od dłuższego czasu aktualizacji WordPressa. Po skopiowaniu danych z ftp wykonałem aktualizację zgodnie z przećwiczoną wielokrotnie procedurą. Niestety… Procedura może i przećwiczona, ale zgodnie z prawem Murphy’ego – jeśli cokolwiek może pójść źle to pójdzie źle i to w najmniej odpowiednim momencie. W trakcie aktualizacji coś się spieprzyło i strona przestała działać. Zachowałem spokój i opanowanie – bo od czego jest kopia… Niestety próba odtworzenia stanu z przed aktualizacji nie powiodła się, bo kopia była jakaś taka niekompletna jakby.

No cóż… w tym momencie zbladłem, bo trudno ze spokojem patrzeć jak kilka lat starań ląduje w koszu… Zanim jednak zacząłem rwać resztkę włosów z głowy – co problemu z pewnością nie rozwiązałoby a co najwyżej przyczyniło się do powiększenia zakoli skontaktowałem się z dwoma osobami. Pierwszą z nich był Pan Tomasz Preisner – właściciel firmy IT.PStudio dostarczającej hosting. Okazało się, że możliwe jest odzyskanie wszystkich danych sprzed owej nieszczęsnej aktualizacji, ponieważ są one automatycznie archiwizowane. W poniedziałek miałem dane u siebie na ftp. Niestety – jakby złego było jeszcze za mało – próbując zrobić porządek omyłkowo skasowałem wszystko – łącznie z kopią zabezpieczającą. Na szczęście Pan Tomasz – jakby w przewidywaniu problemów zachował u siebie kopię moich danych i przesłał je na ftp raz jeszcze. Tym razem – z niewielkimi problemami udało się posprzątać na ftp bez strat i wgrać dane z kopii zabezpieczającej. Strona ruszyła…

Panie Tomaszu – dziękuję raz jeszcze.

Wspomniałem o dwóch osobach, którym chciałbym podziękować. Drugą osobą jest kolega z forum4x4 „czarny bielsko”. Dzięki Jego znajomości WordPressa i zagadnień z nim związanych udało się postawić mój serwis z powrotem na nogi. Myślę, że sam przedstawi się najlepiej – więc za zgodą zamieszczam link do Jego prywatnej strony zone-zero.pl

Tak więc – szacunek dla zawodowców. A amatorzy … no cóż.

 

 

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , ,

Paź 03

Opowieść transpolonijną doprowadziłem w zasadzie do końca. Pozostaje oprawa graficzna, co w wolnej chwili będę uzupełniać. Niestety tych wolnych chwil w ostatnim czasie mam jakby za dużo.

Kijanka stoi jak stała, a to z powodu braku wielce specjalistycznego narzędzia przeznaczonego do napraw wszelakich: czyli przecinaka. Niestety Michał znalazł mu jakieś zastosowanie alternatywne w dodatku nie pamięta jakie. Czyli trzeba było kupić kolejny.

W Mrocznym Garażu mam kolejny długo odwlekany i kilkakrotnie przerywany projekt: Junak M10 – reaktywacja. Na warsztacie silnik. Wczoraj udało się zdystansować skrzynię biegów – robota dość upierdliwa. Teraz czas na sprzęgło, rozrząd i całą resztę.

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , , , ,

Wrz 25

„… i pyta mnie Pan Hrabia: „co słychać?” A czy nie mógłby mi Pan Hrabia przesłać łatwiejszego zestawu pytań…”

Opowieść o górach stanęła w martwym punkcie. Opuściła mnie wena i lekkość pisania. Zdania rodzą się niemalże w bólach… Kiedy to skończę – mam nadzieję, że niedługo, bo kres widać.

Kijanka stoi rozbebeszona na podwórku. Po Transpolonii trzeba było ogarnąć rozlazłą budę, zgniłe mocowania i jeszcze kilka innych rzeczy. Przy okazji wyrzucam butlę LPG z bagażnika pod auto. Robota marna, kanału brak – więc siłą rzeczy wszystko się robi z poziomu gleby.

Do tego wszystkiego moja kochana nerka postanowiła dać znać o sobie. Skutek – dwie nocne wizyty na szpitalnym oddziale ratunkowym, łącznie siedem zastrzyków plus skierowanie na do szpitala w byłym mieście wojewódzkim. Tam mnie jednak nie chcieli, gdyż albowiem w drodze cudownie ozdrowiałem… No cóż – w niektórych przypadkach medycyna jest bezsilna.

Stali goście na pewno zauważyli, że przez pewien czas strona była niedostępna… Tak to jest jak się nie zapłaci za hosting. Z tym cały problem. Darmowe serwery są tak ujowe, że sens stawiania strony na czymś co jest zabite reklamami jak moja wieś dechami jest conajmniej dyskusyjny. Od sponsorów nie ma jednak ucieczki nawet w takim projekcie „non profit” jakim jest www.pofajrancie.pl Dlatego na stronie pojawiły się reklamy – jest to jedyny sposób na utrzymanie strony i nie dokładanie do interesu.  Nie mówię tu o zysku dla mnie, bo to nie ta skala.

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , , ,

Lip 12

Zeszłoroczne Wilcze Echa są w zasadzie zakończone. Mówię „w zasadzie”, bo pasowałoby jeszcze zdjęcia powstawiać aby nudną momentami opowieść nieco ubarwić. Zdjęć niestety nie mam za wiele, w dodatku część została w rozbitym ajfonie – więc na razie jest nie do wyjęcia. No i chyba niektóre fotki będę musiał sobie pożyczyć ze strony organizatora. Taki lajf.
Do tematu w każdym bądź razie wrócę.
Ale…
Wilcze… to już historia.
Zacząłem prace nad „Transpolonią Góry 2014”. Opowieść początkowo miała mieć podtytuł „rodzinne sado-maso”, jednak mniej więcej w połowie imprezy Żona moja wypowiedziała zdanie:

  • Ta impreza powinna się nazywać „tam, gdzie nie chadzają lemingi”.

No cóż – trzeba przyznać, że trafiła w sedno.
I taki podtytuł będzie miała opowieść. 🙂

Pozdrawiam wszystkich uczestników 🙂

Autor Rafał Hyrycz \\ tagi: , , , ,